4 rzeczy, które nie (warto) stosować w swojej strategii SEO

W sieci krąży mnóstwo artykułów i filmów o tym, jak należy lub jak nie należy optymalizować stronę internetową. Nie ma co ukrywać, że są to bardzo przydatne materiały (niestety nie wszystkie) i naprawdę sporo z nich można się nauczyć. Jednak w tym momencie przychodzi nam do głowy bardzo popularne zdanie „teoria to jedno, a praktyka to drugie”. W tym artykule chciałbym przedstawić Ci 4 rzeczy, które warto lub nie warto robić w SEO. Wszystkie przykłady będą poparte praktycznymi badaniami.

 

Boldowanie słów kluczowych

Boldowanie, czyli pogrubienie, ma za zadanie uwypuklić tekst, aby był bardziej widoczny dla użytkowników. Zazwyczaj „ofiarą” pogrubienia padają wyrazy, które jednoznacznie oznaczają jakiś szczególny element w naszej ofercie. Jest to w pełni zrozumiane. W ten sposób wzrok użytkownika będzie automatycznie kierowany na określoną część tekstu.

Jest jeszcze jedna zaleta wprowadzania pogrubień w tekście. Jeżeli pogrubimy naszą frazę kluczową, Google otrzymuje sygnał, że to właśnie na tę frazę chcemy się pozycjonować. Jednak czy jest to 100% prawda?

We wrześniu 2016 roku, Alistair Kavalt z firmy Sycosure, postanowił pogrubić każde wystąpienie frazy kluczowej „parasite SEO” w obrębie podstrony. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób:

Wygląda to trochę podejrzanie, co? Google też tak sądziło.

Zaledwie po 3 dniach strona spadła na 46 pozycję na frazę „parasite SEO”. (wcześniej była ona w TOP 10)

Z racji, że był to zabieg kontrolowany, postanowiono usunąć pogrubienia i praktycznie po kolejnych 3 dniach strona wskoczyła na 40 pozycję.

Czy ta historia zakończyła się szczęśliwie? Niestety nie!

Po następnych 3 dniach, strona ponownie spadła na pozycję 45. Jest to dowód na to, że mimo poprawy optymalizacji SEO, Google doskonale pamięta o naszych nieczystych zagrywkach w przeszłości.

Główny wniosek po eksperymencie: Nie próbuj na siłę umieszczać i pogrubiać słów kluczowych. Oczywiście nie ma co popadać w panikę, gdyż jednokrotne pogrubienie frazy kluczowej nie ściągnie na nas burzy. Warto jednak przemyśleć, czy przypadkiem nasze podstrony nie wyglądają jak ta z pogrubionymi słowami „parasite SEO”.

 

Usunięcie daty z artykułu

Każdy doskonale wie, że chętniej czyta nam się artykuły z bieżącego roku, niż te, które zostały napisane 5 lat temu. Oczywiście nie ma co się dziwić. Uczymy się po to, aby znać się na danej rzeczy, a nauka często z przeterminowanych źródeł nie wróży wiele dobrego.

W tym momencie artykuł, który czytasz obecnie, jest absolutną świeżynką u mnie na blogu, ale świetnie wiem, że za kilka lub kilkanaście lat część informacji może być już nieaktualna. Nic niestety na to nie poradzę, ale w 100% się staram. 🙂

Jeżeli znajdujesz się w podobnym miejscu co ja, czyli posiadasz swojego bloga, możesz spróbować usunąć datę artykułu z wyników wyszukiwania. Mam na myśli tę datę poniżej:

Jak usunąć tę datę? Sposoby są dwa. Jeden łatwy, a drugi wymagający pomocy technicznej i często ryzykowny.

Sposób 1:

Pobierz wtyczkę Date exclusion SEO i postępuj z instrukcją. Plugin nie powinien sprawić Ci problemów.

Sposób 2:

W ustawieniach witryny na WordPressie możesz wybrać, która struktura linków Ci odpowiada.

Jeżeli wybierzesz strukturę bez daty w adresie URL, usunięcie daty MOŻE się zakończyć powodzeniem. Niestety nie wiemy, jak roboty Google mogą w takiej sytuacji zareagować. Nie radzę zmieniać struktury linków po opublikowaniu kilku wpisów! Jest duże prawdopodobieństwo, że pojawią się błędy z przekierowaniami.

Jaka jest główna zaleta usunięcia daty z wyników wyszukiwania? Jest duża szansa, że użytkownicy nadal będą wchodzili na Twój artykuł pomimo upływu lat, a Twój content zyska miano „evergreen”. Wypróbuj to u siebie!

 

Usunięcie zbędnego contentu

Google od kilku dobrych lat zwraca uwagę na jakość, a nie ilość. Skończyły się czasy, w których mogliśmy linkować praktycznie z każdej strony bez żadnych konsekwencji, a teksty mogliśmy dowolnie nasycać słowami kluczowymi.

Można więc wysunąć wniosek, że jeżeli ilość w dzisiejszych czasach się nie liczy, to po co w pozycjonowanie inwestować tyle czasu, skoro można stworzyć dwie, trzy lub cztery podstrony i mieć święty spokój.

Tym samym tropem poszedł Everett Sizemore z Moz.com, który postanowił dosłownie obciąć dolną część witryny, która zawierała ubogi content. Jak to wyglądało w praktyce?

Wszystko poniżej czerwonej, przerywanej linii zostało dosłownie wyrzucone. Tym sposobem Jakość Witryny z 30 wzrosła do 40 punktów.

Jak myślisz, jakie wyniki dało obcięcie dołu witryny? A co powiesz na wzrost ruchu aż o 96%!? Dokładnie o tyle wzrosła ilość sesji na testowanej stronie. Dlaczego? Strona zyskała w oczach Google, ponieważ wyrzuciła zbędny i nic niewnoszący content. W nagrodę za to witryna poszybowała w górę w wynikach wyszukiwania.

Taki prosty zabieg, a może dać tyle efektów! Największym problemem jest to, aby odpowiednio wyselekcjonować content, który nic nie wnosi pożytecznego do naszej witryny.

 

Pozycjonowanie się linkami nofollow

Rozróżniamy dwa typy linków:

dofollow – linki, które „pozwalają” robotom Google przechodzić do strony linkowanej. W ten sposób strona linkująca przekazuje moc do strony docelowej. Linki dofollow znacznie przyśpieszają proces pozycjonowania.

nofollow – jak sama nazwa wskazuje, linki te jasno mówią robotom Google, że nie mają one przechodzić do strony linkowanej, a co za tym idzie, strona linkowana nie otrzymuje z tego żadnych korzyści.

Wynika z tego jedna bardzo prosta zasada. Należy zawsze starać się o linki dofollow do swojej strony. Niestety nie jest tak różowo. Jeżeli będziesz posiadał tylko linki dofollow, w 99% przypadków dostaniesz od Google filtr lub nawet bana. Większość badań mówi, że „najzdrowszym” podziałem linków do Twojej witryny jest: 70% nofollow, 30% dofollow.

Powstaje pytanie, czy można wypozycjonować się samymi linkami nofollow? Można!

Udowodniła to firma IMEC Lab, która postanowiła przetestować ten model pozycjonowania. Co dokładnie zrobili?

  1. Wyszukali mało konkurencyjną frazę, gdyż łatwiej na niej będzie przeprowadzać badania
  2. Po wybraniu frazy, ich strona znajdowała się na pozycji 9
  3. Pozyskali 42 unikalnych linki nofollow do strony docelowej
  4. Po dwóch tygodniach ich fraza poszybowała na pozycję 6

W tym samym czasie testowali ten pomysł na bardziej konkurencyjnej frazie, lecz nie przyniosło to praktycznie żadnych efektów. Wniosek?

Jeżeli chcesz pozycjonować się na mało konkurencyjne frazy, możesz to wykonać za pomocą linków nofollow. Warto jednak wspomnieć, że był to tylko eksperyment i prędzej czy później strona ta będzie potrzebowała linków dofollow, aby się utrzymać na obecnej pozycji.

Na zakończenie warto przyznać, że eksperymenty w branży SEO przynoszą bardzo dużo wiedzy na temat funkcjonowania wyszukiwarek. Warto jednak pamiętać, że badania zawsze należy przeprowadzać na witrynach testowych, a nie na swojej głównej witrynie. 🙂

Jeżeli masz ochotę dowiedzieć się więcej na temat świata SEO i E-commerce, dołącz do mojego grona na Facebooku i zapisz się na newsletter poniżej, aby być zawsze na bieżąco z nowościami.

4 rzeczy, które nie (warto) stosować w swojej strategii SEO
5 (100%) 1 głos[ów]

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz